IndeksCalendarFAQSzukajUżytkownicyGrupyRejestracjaZaloguj

Share | 
 

 Szpital na Wzgórzu

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
AutorWiadomość

avatar
Uczennica


Liczba postów : 103

Join date : 28/08/2016


PisanieTemat: Szpital na Wzgórzu   Nie Wrz 04, 2016 5:03 pm

Całkiem spory szpital, który najprawdopodobniej jest najpopularniejszym szpitalem w całym Seagull Bay. Prowadzony jest przez japońską rodzinę Byouinzaka. Chociaż daleko mu do miana prestiżowego, nie można powiedzieć, że nie jest to szpital wysokich standardów. Nic dziwnego więc, że można tam spotkać tylu ludzi...

_________________
{#9999ff}
Theme / Voice / Psyche
___________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://seagullbay.forumpolish.com

avatar
Wszystko po trochu


Liczba postów : 20

Join date : 04/09/2016


PisanieTemat: Re: Szpital na Wzgórzu   Pon Paź 10, 2016 7:02 pm

Wyjątkowo głośna melodyjka obudziła Arvo o nieludzkiej porze, czyli kilka minut po ósmej rano. Był zakopany gdzieś pod cienką kołdrą i dwoma kotami, które leżały na nim, więc wydostanie się z tej śmiertelnej pułapki zajęło chwilkę. Moment później siedział już na łóżku i zaspany rozmawiał z właścicielką domu, który wynajmuje. Po zauważeniu jej numeru na ekranie telefonu spodziewał się jednego - informacja, że wylatuje. Wszystko miał popłacone, ale ona i tak regularnie wpadała z wizytą, aby sprawdzić jak sobie radzi chłopak i ciągle coś na niego narzekała. Matczyny instynkt? Zachowywała się nieco jak Karin, prawiąc mu te kazania na temat pracy oraz samodoskonalenia się. Szkopuł tkwił w tym, że Lily - bo tak się zwała - miała zaledwie dwadzieścia pięć lat. Czarnowłosy zrozumiałby, gdyby to była starsza kobieta, która traktowałaby go jak syna czy coś, ale dzieliło ich sześć lat różnicy. Chyba nie powinna go traktować w ten sposób, prawda? Arvo nie przejmował się tym, więc nie stawiał się nawet.
Wracając do telefonu - właścicielka poinformowała chłopaka, że trafiła do szpitala i potrzebuje kogoś, kto by zgarnął kilka rzeczy z jej mieszkania pokroju szczoteczki, pasty, szczotki do włosów i innych pierdółek, które młodzieniec starał się zapamiętać za wszelką cenę. Po rozmowie nie zostawało nic innego, jak odbębnić poranne obowiązki typu mycie, jedzenie i karmienie zwierzyńca, a później włamać się do lokum Lily i ograbić je z kilku rzeczy. Klucze były schowane pod kwiatkiem przy drzwiach, więc Arvo nie musiał bawić się w Mission Impossible, chociaż miał cichą nadzieję, że będzie mógł bezkarnie zobaczyć jak to jest być włamywaczem.
Zbliżało się południe i chłopak był już w szpitalu. Ubrał na siebie fioletowe trampki, grafitowe krótkie spodenki kończące się nad kolanem - które było już zagojone - i białą koszulę z krótkim rękawkiem oraz czarnymi guzikami. Ah! No i jeszcze czarny, niechlujnie założony krawat śledzik zwisał pod jego szyją. Fioletowy kabelek rozciągał się od lewej kieszeni, do lewego ucha, gdzie kończył się douszną słuchawką. Prawej brakowało, nawet przewodu od niej nie było i Arvo raczy wiedzieć co się z nią stało. RIP prawa słuchawka - Seagull Bay 2016.
Czarnowłosy zmierzał gdzieś korytarzami tego sterylnego budynku, aż w końcu dotarł na odpowiednie piętro, czyli trzecie. Lily niestety nie poinformowała go o tym co się stało, że wylądowała na oddziale, więc Fin założył, iż nie jest to nic poważnego. W prawej ręce trzymał reklamówkę z jego ulubionego, niesamowicie taniego sklepu sprzedającego produkty wątpliwej jakości i wątpliwej zdatności do spożycia. Akurat taką miał w mieszkaniu, więc w nią zapakował wszystko co chciała dwudziestopięciolatka, a przynajmniej wszystko to, co zapamiętał jej "wybawca".
Trochę spacerku, zaczepienie jakiejś pielęgniarki, aby zapytać o salę, w której leży właścicielka domku, który wynajmuje i... oczekiwanie. Okazało się, że Lily jest aktualnie na jakimś badaniu i Arvo musi poczekać. Nie miał specjalnych planów na ten dzień oprócz dłuższego snu, więc usiadł sobie na krzesełku przed drzwiami do pomieszczenia, do którego powinna wrócić dziewczyna. Reklamówkę położył obok siebie na ziemi i czekał. Muzyka dalej grała, a akurat trafiła się piosenka, na którą miał ostatnio wyjątkową fazę, więc z głupawym uśmiechem bujał się w przód i w tył jak dziecko z chorobą sierocą oraz zaawansowanym autyzmem. Jakby tego było mało, to jeszcze wybijał sobie rytm dłońmi o kolana, dopełniając tym samym wrażenie jakie budził.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

avatar
Uczennica


Liczba postów : 103

Join date : 28/08/2016


PisanieTemat: Re: Szpital na Wzgórzu   Pon Paź 10, 2016 7:59 pm

Skłamałaby, gdyby powiedziała, że nie lubi tego miejsca. Ale też nie może powiedzieć, że je darzy jakąś szczególniejszą sympatią. Właściwym określeniem byłoby stwierdzenie, że jest ono dla niej zwykłą częścią życia, zwykłą normą. Tak jak codziennie się chodzi do szkoły czy pracy, tak ona ma w grafiku dnia nagle pojawiające się sprawy do załatwienia w szpitalu, który ma w przyszłości przejąć po ojcu. Oczywiście jej powinności zaczynały i kończyły się na trywialnych sprawach, takich jak dowiezienie zapomnianej teczki z domu, załatwienie zdawkowego jedzenia rodzicom, którzy zostali na dyżurze i tego typu pierdoły. Co prawda to ją momentami mocno irytowało i poniekąd przerażało, to nigdy jakoś nie mogła powiedzieć, że tego nie lubi. Właściwie to czasem się cieszyła, że może wykonywać swoją rolę, nawet jeśli jest tylko dziewczynką na posyłki. Suga jednak nie potrafi tu tak wpadać, spacerować miedzy oddziałami, zagadywać pacjentów (jakkolwiek abstrakcyjnie to brzmi). Brało ją jednak czasem na refleksję na temat tego, co muszą myśleć sobie ludzie, kiedy wiedzą, że córka właścicieli szpitala sama jest chora. Czy też może... nie jest całkowicie zdrowa.
Ubrała się dzisiaj dość dziwnie. Chociaż lato powoli odchodziło i robiło się coraz zimniej, nie robiło to jej aż tak wielkiej różnicy. Nałożyła na podkoszulek rozpiętą flanelową koszulę w kratę, która była chyba jej ojca, bo rękawy zbyt długie, jakoś tak ogółem się w niej topiła. I do tego... dżinsy. Dość ciemne, oczywiście długie do kostek. To się akurat nie zmieniło, ciemny ubiór na nogi, który całkowicie je zasłania. I na sam jej widok robi się człowiekowi gorąco. Dzisiejszym dziwnym akcentem była czarna maska higieniczna, która zasłaniała pół twarzy i niesamowicie mocno kontrastowała z jej białą skórą. Zwykle ich nie nosi, ale ostatnio coś podupadała na zdrowiu, więc nie chciała się jeszcze czymś zarazić. I tak co jakiś czas kicha, a to już w jej przypadku oznaka bliskiej choroby - angina, grypa, cholera wie co jeszcze. Zapalenie płuc, gardła, kichanie jest niezwykle problematyczne. Ale tak, jak niektórzy już zauważyli, niczego nie założyła na główkę. Czego żałowała poniekąd.
Wychodziła właśnie z gabinetu jej ojca, gdy już zaniosła teczkę. W tej jednej akurat nie było niczego ważnego, jak ostatnio. Sprawa właściwie była strasznie trywialna, bo ojciec obiecał którejś z pielęgniarek wydruki jakichś przepisów (Suga sama nie mogła w to uwierzyć, kiedy otrzymała telefon od ojca, który niewzruszenie jej powiedział, że skoro jest na mieście, to ma się wrócić do domu po przepisy i przyjechać do szpitala. Nie skomentowała całej tej sytuacji). A czemu była już poza domem? Chciała pojechać po cienkopisy, bo pół zasoby już zmarnowała. Ta istotka jest w stanie pisać tylko czarnymi cienkopisami, bo inne przyrządy do pisania przyprawiały ją o ataki agresji w stosunku do papieru.
Przechodziła korytarzami, już intuicyjnie skręcając i idąc bez patrzenia na otoczenie. A właściwie dalej by tak szła, gdyby pewien jegomość nie przykuł jej uwagi. Na początku przeszła obok niego, ale zaraz szybko się wróciła (i to dosłownie, zaczęła iść w tył). Wyrwało się jej westchnięcie zrezygnowania, bowiem tym jegomościem okazał się Arvo, który wyglądał jakby miał chorobę sierocą. Czy inny autyzm. Mogłaby zapytać, czy aby na pewno wszystko w porządku, ale już jedno spotkanie z tym chłopakiem upewniło ją w tym, że wszystko jest w jak najlepszym porządku, a jej pospolity umysł nie będzie w stanie ogarnąć toku myślenia Arvo. Zatrzymała się przed nim, tak trochę w pół kroku. Otworzyła usta, jakby coś chciała powiedzieć, czego jednak nie mógł zobaczyć z powodu zasłoniętych ust. Podniosła więc rękę, nieśmiało pomachała.
- Cześć..? - wydukała z siebie. Nie sądziła, że miasto jest faktycznie tak małe, że znowu go spotyka.

_________________
{#9999ff}
Theme / Voice / Psyche
___________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://seagullbay.forumpolish.com

avatar
Wszystko po trochu


Liczba postów : 20

Join date : 04/09/2016


PisanieTemat: Re: Szpital na Wzgórzu   Czw Paź 13, 2016 7:47 pm

Czy ktokolwiek lubił szpitale? Pewnie ktoś tam lubił, ale czarnowłosy dałby sobie uciąć uszy, że większość spytanych na ulicy osób odpowiedziałaby, że nie. Wizyty w tym miejscu zazwyczaj wiązały się z słabą kondycją zdrowotną nas samych albo naszych bliskich, a Arvo raczej nie znał osób, które lubiły być chore lub jakoś poszkodowane. Fin oczywiście należał do tych osób, które również nie pałały sympatią wobec szpitali, ale tak na co dzień było mu obojętne czy tam wejdzie, czy nie. Dopóki nie jest przykuty do łóżka, dopóty jest okej. Nie istniała większa tortura dla tego młodzieńca, niż kazanie mu leżeć przez całe dnie. No i może był dziwny, ale nie był nieludzki, więc świadomość, że ktoś bliski leży w tej placówce z pewnością nie wpływała na niego pozytywnie.
Byli jednak ludzie, którzy bali się szpitali. Ich Arvo zrozumieć nie potrafił. Mimo choroby, obawiali się trafić do szpitala. Przecież to taki absurd, że nawet czarnowłosy na równie wielką bzdurę nie mógł wpaść. Nie istniało bezpieczniejsze miejsce dla naszego zdrowia, niż ten budynek wypełniony po brzegi wykwalifikowaną, doświadczoną i profesjonalną kadrą specjalistów, którzy szkolili się do swojego fachu przez wyjątkowo długi czas, a ich nauka była piekielnie trudna. W dodatku było tutaj pełno wysokiej klasy sprzętu, który wspomagał ich wysiłki, a także nie brakowało lekarstw na praktycznie wszystko. Dlaczego zatem ludzie bali się trafić do szpitala i woleli unikać go jak ognia, chociaż niekoniecznie byli zdrowi? Pewnie idioci - inaczej nie mógł sobie tego wytłumaczyć.
Bujał się, wystukiwał rytm, a jego biedna, pojedyncza słuchawka dawała z siebie wszystko, aby zapewnić odpowiednie wrażenia muzyczne Finowi. Niestety nie była wysokiej klasy sprzętem, bo chyba Arvo kupił je za dwa dolary, więc nie mógł dołączyć do wspaniałego grona audiofilów. Więcej z granej muzyki było w głowie chłopaka, niż rzeczywiście wydobywało się z malutkiego głośniczka. Znał utwór na pamięć, bo jako wokalista lubił uczyć się kawałków, które wpadały mu w ucho. Nie zwracał uwagi na przechodzące osoby. Ciągle ktoś go mijał w tę i w tamtą, aż nagle pewna osóbka przeszła obok niego i nagle wróciła się tyłem. Młodzieniec widział jedynie nogi, gdyż patrzył w ziemię, więc nie przerywając bujania się, podniósł wzrok i ujrzał znaną mu dziewczynę. Suga Sztejn-Bjononininono. Zaka. Wystarczy samo Suga. Bujanie ustało, wystukiwanie rytmu również, słuchaweczka pozostała, bo i tak nie była na tyle głośna, aby zagłuszyć słowa. Przywitała się z nim. No, nie podejrzewał ją, że sama kiedykolwiek zacznie rozmowę, a co dopiero z nim. A już w ogóle po wydarzeniach jakie przeszła z Panem Vasara. Szare oczy utkwiły jednak na tej dziwacznej masce, która zasłaniała część twarzy albinoski. Arvo wydawał się być nieco zdezorientowany.
- Siemka? - postanowił sobie zażartować z jej pytającego przywitania. Zasłonił nagle obiema dłoniami sobie usta i nos. - Jesteś w szpitalu, masz na sobie dziwną maskę. Jest jakaś epidemia? Jak tak to życzę powrotu do zdrowia i idź już sobie. Nie żebym wyganiał. No chyba, że to jakiś krzyk mody, a ja nie łapię. W każdym razie - nie do twarzy Ci z nią. Jak mogłoby być skoro zasłania zasłania pół niej? I wydajesz się być jeszcze bledsza. - wystrzelił z dwoma teoriami. Nadal nie odsłaniał swojej buźki, bo rzeczywiście nie chciał się zarazić jeżeli panowała jakaś epidemia. Może z tego samego powodu trafiła do szpitala Lily? Dlaczego więc zadzwoniła po niego? Aż tak bardzo znajomi Arvo chcieli go wyeliminować? Nie da się!
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

avatar
Uczennica


Liczba postów : 103

Join date : 28/08/2016


PisanieTemat: Re: Szpital na Wzgórzu   Pią Paź 14, 2016 1:33 pm

Zastanawiała się, czy zapytać na co nieszczęśliwie zachorował (gdyby to był psychiatryk, to może by pomyślała, że takie pytanie jest zbędne), ale uznała, że nie wygląda on na jakoś... chorego. Skarciła siebie w myślach od razu, bo przecież nie potrzeba widocznie dogorywającego pacjenta, aby na coś chorował. Ona de facto też na coś chorowała, a czuła się normalnie (niekoniecznie normalnie wyglądała, skoro już o tym mówimy). Uniosła nieco brwi, kiedy zobaczyła, jak ją naśladuje. A potem, jak zasłania sobie usta i nos. W pierwszym momencie nie zajarzyła, o co dokładnie chodzi, a zareagowała jedynie delikatnym opuszczeniem powiek, przez co wyglądała jakby miała do połowy otwarte oczy. Chwyciła maskę i delikatnie ją zsunęła, pokazując swój nos. Jak na razie wolała jej dalej nie zsuwać, chociaż to pewnie spotkałoby się z kolejną parodią jej wyglądu ze strony chłopaka. Na to już niezbyt mogła poradzić, ale nie chciała być chora. A trzeba było dowieźć te cholerne kartki z cholernymi przepisami.
Zauważyła też, że Arvo trzymał w rękach jakąś siatkę. Czyżby czekał na kogoś? Po prostu sobie przyszedł? Nie miał co robić? A może to on czeka na lekarza czy coś? Mówiła mu, żeby lizanie rany niekoniecznie zapewni lepszą regenerację...
Machnęła ręką. Wcale nie była tu z powodu epidemii. Jej spojrzenie było już... normalne? Nie wyrażało większych emocji, jednak też nie było puste. Nawet pogodne. Ale tak samo pogodne, jakby patrzyła na ciekawy, lecz znany krajobraz. Czy coś takiego.
- Spokojnie, żadnej epidemii nie ma. A przynajmniej żadnej takiej niebezpiecznej, jeśli to masz na myśli. - Przejechała ręką po potylicy, na chwilę unosząc część włosów, które niemal od razu wróciły na swoje miejsce. Akurat z tyłu były dość krótkie i odsłaniały jej kark. Założyła ręce na piersi, słysząc dalszą część uwagi, dotyczącą już jej ubioru. Powstrzymała w sobie chęć przewrócenia oczami. - Nie mam zbytnio innego wyboru, bo nie chcę niczego złapać. Nie miałam innej pod ręką. Nie chodzę w maskach dla mody, jeśli o to ci chodzi. I bardziej blada być chyba już nie mogę. Ewentualnie przezroczysta - powiedziała, po czym jednak zsunęła maskę całkowicie, która teraz znajdowała się pod jej brodą, wciąż zawieszona.
Chwilę się zawahała i znowu zrobiła to, co się jej zdarzało w przypadku konsternacji - otworzyła usta, po czym je zamknęła. Dotyczyło to jej pobytu w tym szpitalu. To jest ich dopiero drugie spotkanie, a nie potrafiła zbytnio określić jej stosunku do tego chłopaka. Z jednej strony nie mogła go nazwać pełnoprawnym znajomym, ale też nie był jej obcy. Doprawdy nie wiedziała, jak miała z nim rozmawiać albo inaczej - co będzie, jak zdecyduje się milczeć. Nie potrafiła jakoś go dokładnie wyczuć, był cholernie nieprzewidywalny, co tylko utrudniało jej komunikację z nim. Na chwilę odwróciła od niego głowę, spoglądając na korytarz i odruchowo znowu poprawiając włosy - przeczesywała palcami pasemka bez większego celu. W sumie jej nazwisko to nie była wielka tajemnica i większość (przynajmniej starszej) części Ross kojarzyło, że albinoska jest córką dyrektora szpitala. Ale to różnie z tym bywało. Jak ktoś nigdy nie był w szpitalu, to czemu miałby ją znać, prawda?
- Ten szpital prowadzą moi rodzice, więc raz na jakiś... więc całkiem często muszę tu być. A ty? Czekasz... tu na kogoś? - Brodą wskazała reklamówkę, którą trzymał. Bo uznała, że najprawdopodobniej na kogoś czeka. Nie wtrącała się w rejestry ani czekających na operację, więc właściwie to nie wiedziała niczego. Nawet tego, kto ostatnio do nich trafił. Wiedziała tylko, czego zapomnieli jej rodzice i po co musiała się tłuc pół dzielnicy.

_________________
{#9999ff}
Theme / Voice / Psyche
___________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://seagullbay.forumpolish.com

avatar
Wszystko po trochu


Liczba postów : 20

Join date : 04/09/2016


PisanieTemat: Re: Szpital na Wzgórzu   Pon Paź 17, 2016 2:26 am

Szare oczy dosyć intensywnie wpatrzone były w czarną maskę. Obserwował jak sięgnęła po nią dłonią i już miała ją zsunąć, ale jednak odsłoniła tylko nos. Albo aż nos. Czy odsłonięcie nosa to już ekshibicjonizm? Tak jak to miał Arvo - nagle wyłączył się. Myśli go pochłonęły i jego spojrzenie wskazywało na to, że jest nieobecny, chociaż wcale się nie zmieniło. Oczywiście dało się to najlepiej zauważyć poprzez brak mrugania. No i zastygł tak z tymi dłoniami zakrywającymi część twarzy. A o czym tak rozmyślał? O powodzie odsłonięcia jedynie nosa. Nie rozumiał, a jak nie rozumiał, to tworzył własne teorie. Dla niego taki ruch był bez sensu. Nic to nie zmieniało, więc dlaczego go wykonała? Aby wzbudzić fałszywe zaufanie, że mogłaby ją zdjąć, a tak naprawdę to nie chce? Może rzeczywiście trwała jakaś epidemia, ale czy wtedy nie powinno być kwarantanny? A może to jakiś spisek i chcieli go zarazić za wszelką cenę? Tylko czy byle Fin był warty takiego zachodu? Pewnie nie.
Nagle ocknął się, gdy zaczęła mówić. Zmrużył oczy, bacznie przyglądając się jej. Jakoś Ci nie ufam. Nie chciała czegoś złapać, więc coś musiało być zaraźliwego tutaj. Uspokoiła go dopiero, gdy zsunęła maskę. Opuścił dłonie i zapomniał już o poprzednim temacie, gdyż Suga powiedziała coś interesującego. I to bardzo. Przynajmniej według Arvo.
- Nie możesz być bardziej blada, ale możesz być przezroczysta. Czy to znaczy, że ostatecznym poziomem bladości jest przezroczystość? Wydaje mi się, że przezroczystość to zupełny brak koloru, a nie jego... wypłowienie. Co o tym myślisz? - zapytał ją z żywym zaciekawieniem. Jego oczy może miały dosyć neutralny, mało interesujący kolor, ale wyrażały wystarczająco wiele, aby dziewczyna zrozumiała, że Fin jest naprawdę pochłonięty tym tematem. Niemalże błyszczały. - I powiedziałaś to tak, jakbyś mogła stać się przezroczysta. A przynajmniej Twoja skóra. Może być przezroczysta? W sumie są takie ryby przezroczyste. Jedne wymyślili, aby uniknąć sekcji ryb, inne aby obserwować rozwój raka u ryb, ale są też takie naturalne. Jakaś tam ryba lodowa jest całkowicie przezroczysta i krew też ma przezroczystą. Może masz coś wspólnego z rybami? Taka super moc. Jak Spider-Man, że od zwierząt. - Arvo był po fazie na ryby, więc wiedział o nich nieco więcej niż przecięty zjadacz chleba. Wciąż też miał akwarium z rybkami, więc można było uznać, że nadal mocno interesował się tymi żyjątkami.
Nagle nastała cisza. Niezbyt długa, ale jednak. Albinoska wyglądała na skonsternowaną, ale jednak nie żegnała się, a Fin z szyderczym uśmiechem przyglądał się, jak ta przeczesuje włosy podczas tego niezręcznego milczenia. Czekał, aż coś zrobi, bo widocznie nie chciała się rozstawać tak szybko skoro nie zakończyła tego krótkim "ja muszę już iść, no to na razie". No i wyskoczyła z podjęciem tematu oraz przekazaniem piłeczki, gdyż zadała pytanie. Czarnowłosy lekko się zdziwił. Była bardziej komunikatywna niż zakładał co zresztą podobało mu się.
- Dziewczyna co wynajmuje mi domek trafiła do szpitala i prosiła mnie, abym zgarnął z jej mieszkania trochę rzeczy. No i jestem. W sumie dziwi mnie to, że akurat mnie poprosiła o coś takiego. Przecież jestem jedynie wynajmującym, żadnym poważnym znajomym. Powiedziała mi gdzie ma klucze i mogłem zrobić w jej lokum co chcę. Pewnie jak zawieruszy gdzieś bieliznę, to będzie na mnie. Nie ma tutaj żadnej rodziny czy przyjaciół? - była to nie lada zagwozdka dla Arvo. Nie wiedział dlaczego akurat on, ale coś w tym musiało być. Zapyta ją jak już wróci z badań. Chociaż może to być dosyć delikatny temat - mogła nie mieć rodziców czy przyjaciół. Będzie musiał zrobić to nieco ostrożniej niż zwykle. - Nie wiedziałem, że to szpital Twoich rodziców. W sumie niezła ironia losu, co? Rodzice prowadzą szpital, a ich córka jest chora i nie mogą nic z tym zrobić. Byłoby to tragiczną historią, ale albinizm nie jest tak strasznym schorzeniem. Całe szczęście. - dodał po chwili, wyskakując ze stwierdzeniem bez zastanowienia, że mogło to zabrzmieć... nieodpowiednio. No cóż, taki miał charakterek i niewiele mógł z tym zrobić. I jakoś niezbyt chciał, chociaż już niejednokrotnie oberwało mu się za jego bezczelność.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

avatar
Uczennica


Liczba postów : 103

Join date : 28/08/2016


PisanieTemat: Re: Szpital na Wzgórzu   Pon Paź 17, 2016 1:27 pm

Na chwilę spojrzała na niego ze zmęczeniem. Pierwsze ich spotkanie wręcz przeleciało jej przed oczami, przypominając o nagłych pytaniach, jakie Arvo stawiał i jak bardzo prosto działał u niego przekaz myśl-mowa. Właściwie wysnuła teorię, że on dosłownie głośno myśli. Albo po prostu większość swoich przemyśleń zamienia na mowę, w szczególności jak coś padnie ofiarą jego uwagi. Tym razem to była kwestia koloru skóry Sugi, która stwierdziła, że w sumie może być dalej tylko przezroczysta. Oczywiście rzucone dość prześmiewczo, ale zdarzało się, że wyglądała tak niesamowicie mizernie, że dało się zobaczyć żyły i w ogóle. Wydawała się być taka... bez skóry.
- To... To była raczej metafora. Czy gdybym była przezroczysta, to byłabym bardziej biała czy nie? - rzuciła niepewnie, próbując powiedzieć, że tak de facto to bycie przezroczystym niekoniecznie polega na byciu bardziej białym. Chociaż tak brzmiało. W tym momencie zorientowała się, że to trochę wprowadzanie w błąd, ale czy może być coś jaśniejszego niż bycie białym? Nie była oczywiście idealnie biała, ale cholernie blada. Czy to wtedy wyglądałaby jak polana taką białą farbą? Cholera. - To nie jest tak, że ja się staję na zawołanie przezroczysta... Zacznijmy od tego, że nieważne jak mocno się odbija albinizm, to przezroczysty nie będziesz. Tak więc nie zobaczysz, jak mi pracuje żołądek, jak wyglądają moje mięśnie, to nie ta bajka - powiedziała trochę zakłopotanie. Boże, ile ona się musi nagadać, nie? I to przy kimś, kogo prawie w ogóle nie zna. Liczyła jednak, że zaraz nie będzie sprowadzana do ryby, której widać wszystkie flaki.
Wysłuchała jego wersji wydarzeń, kiwając przy tym nieznacznie głową. Nie miała zielonego pojęcia, na kogo on czeka, więc nie mogła mu udzielić odpowiedzi, czy ta osóbka nie ma żadnych krewnych lub bliższych znajomych. Zresztą ona nawet nie jest zbytnio upoważniona, aby te informacje przekazywać. Chociaż miała niby ten przywilej bycia córką właścicieli, to nie była zatrudniona. Tak więc nie handlowała żadnymi informacjami o rodzinie pacjenta z jednego wydziału czy o nowym chłopaku którejś z pielęgniarek. Mogła się za to dowiedzieć, co się dzieje ze szpitalem jako budynkiem. Albo jakich kolejnych dokumentów zapomnieli jej rodziciele. Tak więc w odpowiedzi na to pytanie ogólne chłopaka odpowiedziała jedynie wzruszeniem ramionami.
Jak zaczął temat o ironii losu, delikatnie przechyliła głowę, niczym zaciekawiony zwierzak. Chociaż doskonale wiedziała, co on potem powie, ponieważ padało to niemal zawsze, jak była przedstawiana lub jak mówiono o właścicielach Szpitala na Wzgórzu. Ona sama jakoś nie zwracała na to uwagi, dopóki ktoś nie naprzykrzał się zbytnio. Proszę państwa, nawet się delikatnie uśmiechnęła! Niemożliwe! Oparła się plecami o ścianę korytarza, patrząc z niezbyt ukrywanym już rozbawieniem na chłopaka. Ta to ma dziwne poczucie humoru. Albo już ta cała gadka o chorej córce właścicieli szpitala brzmiała jak żart. Albo jak nieprawdopodobna anegdotka.
- Masz szczęście, że w pobliżu nie ma mojej matki. Nienawidzi, kiedy ktoś wyskakuje z tą gadką. Ale przynajmniej lepiej się urodzić bez poprawnego koloru niż z innymi rodzinnymi schorzeniami. Takimi mniej szczęśliwymi, że tak powiem - powiedziała dość spokojnie, bawiąc się dłuższymi kosmykami włosów. Nie była zła ani nic, błagam. Dystans do siebie trzeba mieć. Dodatkowo rozbawiła ją bezpośredniość, z jaką o tym powiedział. Ale przynajmniej nie składał od razu kondolencji i nie mówił głupot w stylu "to musi być dla państwa niezwykłym ciężarem". Niezwykłym ciężarem musi być kupowanie ciągłych kremów z filtrem, o nie. Cóż za tragedia.
Machnęła tylko na to ręką, rzucając niewypowiedziane "szkoda gadać". Za to zaczęła się zastanawiać, ile on mógł mieć lat. Wyglądał na niewiele starszego, a jego zachowanie wskazywało na mentalność dziecka. Mieszkał jednak sam. Znaczy, nie z rodziną, wynajmował mieszkanie. Arvo nie brzmiało angielsko, a tym bardziej Vasara. Zastanawiała się, czy będzie bardzo głupio będzie, jak zapyta go, skąd jest. W sumie ona miała wcale nie była lepsza. Suga Stein-Byouinzaka - też średnio angielsko, nie?
- Vasara nie jest angielskie - bardziej stwierdziła niż zapytała. A jednak to zrobiła. Proszę państwa, nawiązany został dialog i to jeszcze ona go podtrzymuje. I ona zainicjowała! Bo się przywitała. Ja cię kręcę, aż ciężko uwierzyć, nie?

_________________
{#9999ff}
Theme / Voice / Psyche
___________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://seagullbay.forumpolish.com

avatar
Wszystko po trochu


Liczba postów : 20

Join date : 04/09/2016


PisanieTemat: Re: Szpital na Wzgórzu   Czw Paź 20, 2016 5:47 pm

Rzeczywiście tak było, że Arvo zwyczajnie głośno myślał. Inna sprawa, że jego uwagę przykuwały najmniejsze szczegóły i drobnostki, które normalni ludzie pomijali. On jednak nie był taki normalny. Jak tylko mógł z kimś podzielić się swoimi myślami, to natychmiast to robił, bo w końcu co dwie głowy, to nie jedna, prawda? Mogli razem coś wymyślić albo chociaż mógł poznać opinię drugiej osoby na ten temat tak, jak w przypadku mylnego postrzegania przezroczystości jako ostatecznej bladości lub koloru bledszego niż biały.
- Właśnie o to mi chodzi. Przezroczystość, a bladość to dwie różne sprawy. Przezroczystość to brak koloru, a najbledsza jest śnieżnobiała biel, czyli kolor. Ludzie często to mylą. Czym innym jest natężenie koloru. No bo moja skóra nie jest przezroczysta, a mimo wszystko widać pod nią żyły, bo kolor nie jest intensywny, natężony. To dosyć skomplikowane, więc chyba dlatego tak często myli się innym. - zakończył swój pseudo-inteligentny wywód na temat barw i pomyłek ludzkości. Nie wiedział na ile ma rację, ale z pewnością czuł się pewny w swojej wypowiedzi. I ciężko było mu znaleźć cokolwiek, aby obalić myślenie, że blady i przezroczysty to dwie różne sprawy.
Jej wypowiedź uświadomiła mu, że nawet gdyby jej skóra była zupełnie przezroczysta, to niewiele by to dało, gdyż mięśnie, krew, organy wewnętrzne, żyły i kości nie są przezroczyste. Wyglądałaby jakby ktoś zdarł z niej skórę i tyle. Mało pomocna super moc, chociaż mogłaby tym straszyć. Albo udawać żywego trupa. Mogłaby być całkiem skuteczną bohaterką do momentu, w którym ktoś z przerażenia postanowiłby ją zaatakować. Wtedy pewnie jej droga do Avengersów albo Ligi Sprawiedliwych zakończyłaby się.
- Nie chodziło mi o nagłe zmienianie skóry na przezroczystą, a jedynie o to, że może albinizm jest jakby krewnym tego co sprawia, że tamte ryby mają przezroczystą skórę. O pewną wspólną rzecz z nimi. - wytłumaczył dokładniej swoją myśl. Może kawałek DNA Sugi pokrywałby się z DNA tamtej ryby i byłby właśnie odpowiedzialny za ich brak koloru albo wyjątkowo blady kolor. - I nie wydaje mi się, aby widok Twojego pracującego żołądka czy serca był atrakcyjnym widokiem. Bez urazy dla Twojego wnętrza. Z pewnością jest piękne. - ot gra słowna, chociaż nawet nie do końca nią była. Tak mu się skojarzyło. Prawdą jednak było, że niekoniecznie chciałby widzieć jej wnętrzności. A już w szczególności pracujące. Zresztą może jednak wolałby jakby działały, bo to znaczyłoby, że jeszcze żyje.
Był nieco zaskoczony, że Sugę również bawiła ta ironia losu. W sumie był zaskoczony, że cokolwiek ją bawi. Znaczy, nie że tak wewnętrznie, ale zewnętrznie. Bo gdzieś tam w głębi siebie mogła śmiać się do rozpuku, ale jakoś nie przedstawiła najmniejszego uśmiechu odkąd się znali. A może to ja jestem mało zabawny? Karin mówiła, że co najwyżej żenujący. Niekiedy. Teraz albinoska była widocznie rozbawiona. Arvo zmrużył oczy i przyglądał się jej.
- Masz dziwne poczucie humoru. W sumie mnie też to bawi i to jest największy dowód, że jesteś dziwna. A przynajmniej Twoje poczucie humoru. Mówiono mi, że jedynie wygląd we mnie jest normalny, a u Ciebie jest na odwrót. Chociaż to poczucie humoru... może to ja mam trochę normalności w sobie, a nie Ty dziwności? - i w zastanowieniu pogładził się po policzku, tym samym przypominając sobie, że ma całkiem gładką skórę, a to przyjemny dotyk. Nie przestawał zatem się głaskać. W tym momencie cieszył się, że zarost niezbyt mu rośnie. Fajniejsze uczucie i nie trzeba męczyć się goleniem.
Uniósł brew na jej stwierdzenie co do jego nazwiska. Miała rację, ale czy to co powiedziała było jej odkryciem, czy pretekstem, aby zapytać go o narodowość. Jeżeli to pierwsze - to do najbystrzejszych nie należała. Oprócz obcobrzmiącego nazwiska miał jeszcze obcobrzmiące imię i swój dziwny akcent, którego był świadom.
- Arvo też nie, ani mój akcent. A Suga Stein-Byouijakaś tym bardziej. - powiedział z szyderczym uśmieszkiem, by po chwili ściągnąć ze sobą brwi w poważnym skupieniu i opuścić wzrok na ziemię. - Byouinozaka. Byouininzaka. Byouinozaka. - mruczał do siebie, starając się przypomnieć jak brzmiało jej imię dokładnie. Rozluźnił się, uśmiechnął lekko oraz spojrzał znów na jej bladą twarz. Jak gdyby nigdy nic. Specjalnie nie podążył za jej sprytną próbą wyciągnięcia z niego informacji na temat pochodzenia. Czuł, że takie pytania wprost nie pasowały do niej. Może i sama robiła sobie image osóbki, która nie interesuje się innymi na tyle, by zapytać tak bezpośrednio. Fin jednak chciał od niej wyciągnąć też informację skąd sama pochodziła, bo mimo skojarzenia z Azją, to jej wygląd raczej nie wskazywał mocno na Azję, a to "Stein" zupełnie wszystko komplikowało. Jakby miał strzelać, to rzuciłby, że jest mieszanką Japonki i Niemki albo Austriaczki. Tylko jeszcze jej akcent... nie był jakiś taki niepasujący do angielskiego. Stawiał, że jej rodzice pochodzą z tych krajów, a ona wychowuje się od dawna albo nawet zawsze w anglojęzycznym kraju. Ile z tego było prawdą? Miało się okazać. W każdym razie - Arvo podobało się to, że Suga ciągnęła rozmowę i podtrzymywała ją, więc nie silił się na kolejne tematy albo wyczerpujące wypowiedzi, bo chciał więcej poobserwować jak cicha albinoska produkuje się.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

avatar
Uczennica


Liczba postów : 103

Join date : 28/08/2016


PisanieTemat: Re: Szpital na Wzgórzu   Pią Paź 21, 2016 9:27 am

Niezbyt wiedziała, co ma odpowiedzieć, bo, szczerze mówiąc, nieco się w tym wszystkim pogubiła. O ile z kolorami jako tako problemu nie miała, o tyle dywagacje na ich temat nie zawsze były czymś, w czym potrafiła się odnaleźć. Te wszystkie skomplikowane nazwy i określanie jaki z jakim jest wymieszany mąciły jej w głowie. Fakt faktem, że mówiła jednak, że może się stać przezroczysta, mając na myśli bardziej zaczerwienienie i wyłażenie żył, aniżeli robienie się przejrzystym. A przynajmniej teraz tak się jej wydawało. Powoli i dość niepewnie kiwnęła głową, kiedy usłyszała wywód chłopaka, ni to potwierdzając, ni to zaprzeczając. Bardziej przyjmując do wiadomości to, że on cokolwiek powiedział w tej sprawie, a ona nie była w stanie mu dać odpowiedzi, więc jedynie potwierdziła, że faktycznie słuchała i jego opinię gdzieś tam w główce zakodowała. Niektórzy to mogą odebrać jako zwykłe olanie lub potwierdzenie dla świętego spokoju, ale wtedy by się to dało odczytać z dziewczyny. Suga wbrew pozorom jest łatwa do odkodowania, jeśli chodzi o emocje.
- Nagłe zmienianie koloru... Znaczy, wyzbycie się koloru... Ja niestety nie jestem biologiem, więc nie udzielę ci dokładnej odpowiedzi, ale z punktu widzenia osoby normalnej... Brzmi to dość absurdalnie - stwierdziła. Jeszcze by wyszło, że jest w jakiś sposób spokrewniona z przezroczystymi rybami, nawet nie miała pojęcia jak to skomentować. Na komentarz o ładnym wnętrzu także nie wiedziała, jak zareagować. W ostateczności nagle kichnęła, gdyż najwidoczniej delikatne podziębienie przypominało o swoim istnieniu (a kichnięcie swoją drogą było urocze, ale ćśś). - Nie wiem czy wiesz, ale ja też bym nie chciała widzieć, jak funkcjonuje moje serce. Ani mój żołądek. Byłoby... straszne - dopowiedziała po chwili. Czuła się dość dziwnie, kiedy na lekcjach biologii opisywane były narządy u człowieka, więc nie wiedziałaby, czy zniosłaby ich widok.
Nieco się zdziwiła, kiedy stwierdził, że ma dziwne poczucie humoru. Cóż, faktycznie twój wygląd myli, chłopie. Chociaż jakbyś tak znowu szedł poobcierany, to nie wiem, czy byś normalnie wyglądał. Poza tym coś mi podpowiada, że wcale tak normalnego wrażenia nie sprawiasz. Zauważyła, jak zaczął się gładzić po policzku, co ją w duchu też rozbawiło. Czy on przypadkiem jej nie zwrócił uwagi na to, że ma rzekomo w sobie coś dziwnego?
- Jakbyś słyszał to samo wielokrotnie, to też by cię to bawiło. Albo irytowało, zależy od okoliczności. - Złapała za dłuższy kosmyk włosów i miętoliła je między palcami. Teoretycznie nie powinno się tak robić, bo to coś tam psuje włosy, ale akurat jakoś mało ją to obchodziło. Nie to, że nie dba o włosy, po prostu nie obchodziła się z nimi jak ze szkłem. Albo po prostu o tym nie myślała. Raczej to drugie.
Oczywiście, że wiedziała o tym, iż godność chłopaka nie była angielska, a w jego mowie jest akcent, na który zwykle nie zwraca uwagi. Może przy pierwszych słowach, ale potem już on w mowie dla niej się wycisza. Chyba że jest tak tragiczny, że nie może zrozumieć trzech czwartych słów. Wtedy od razu sygnalizuje, że coś jest mocno dla niej nie tak. Ale jego rozumiała (mówimy tutaj o rozumieniu słów, nie rozumieniu intencji), więc nie wytykała. Lecz godność już tak, bo była po prostu dziwna. Pomyślała Suga. Na początku nie zwróciła uwagi, że jej japońskie nazwisko zostało urwane. Jednak gdy zobaczyła jak się z nim męczy, podeszła nieco bliżej i kucnęła, podpierając ręką brodę. Była co prawda teraz niżej niż on, ale potrzebowała na chwilę kontaktu wzrokowego i zbliżenia do ziemi, żeby się nie załamać. Co jak co, ale takie notoryczne przekręcanie jej nazwiska nie tyle co ją mierzwiło, ale sprawiało, że odczuwała silną potrzebę poprawienia tego. Tak więc nawiązała z nim kontakt wzrokowy, patrząc dość neutralnie, ale z wyraźnym zamiarem.
- Byou-in-za-ka - sylabizowała, przesadnie przy tym otwierając buzię. Jakby mówiła dziecku, co ma mówić. - Byouinzaka. Co znaczy "szpitalne wzgórze". - Drugą informację dodała tak przy okazji, zastanawiając się, czy wyłapie niezwykle wyszukany gust do gier słownych jej japońskich krewnych. O ile zorientował się, że znajdują się w szpitalu, który nazywa się Szpital na Wzgórzu, a de facto na wzgórzu nie był... Trochę pokręcona ta sprawa, musiała przyznać. Nie mogła jednak winić tego, że jej azjatyckie korzenie tak bardzo uwielbiały się tak bawić. - Nie mówię, że moje brzmią angielsko. Ale twoje na pewno nie. Imię też. Na akcent nie patrzę, chociaż też mnie zastanawia. Zastanawia mnie to. - Na chwilę spuściła głowę, ponownie poprawiając włosy. Odchyliła się do tyłu, przysiadając sobie. Raczej nikt nie zdziwi się, że ona siedziała po turecku na szpitalnym korytarzu z głową delikatnie zadartą do góry, żeby patrzeć na chłopaka. Akurat czuła tu do pewnego stopnia swobodę, co prawda bez przesady. Nie chciała zachowywać się obscenicznie w miejscu, gdzie inni ludzie mogą poważnie chorować. Jednak ten korytarz był na tyle teraz opuszczony, że pozwoliła sobie usiąść na podłodze.
- Ale powiem ci, że się tutaj wychowywałam przez... większość czasu. Właściwie wracam do drugiego domu tylko na święta czy wakacje. Akcentu... Czasem się nie przestawiam z jednego języka na drugi - powiedziała, po czym na chwilę się zatrzymała. Nie to, że była to wiedza powszechnie znana, ale raczej z kategorii tych, co mówi się raz, a już od odbiorcy zależy, czy zapamięta. - Albo mieszkasz na tyle krótko, że wciąż masz akcent, albo... albo nie wiem.

_________________
{#9999ff}
Theme / Voice / Psyche
___________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://seagullbay.forumpolish.com
Sponsored content




PisanieTemat: Re: Szpital na Wzgórzu   

Powrót do góry Go down
 
Szpital na Wzgórzu
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 1
 Similar topics
-
» Opuszczony szpital psychiatryczny
» Wzgórze Czarownic
» Podziemny szpital
» Szpital i przychodnia lekarska
» Droga pomiędzy wzgórzami

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Seagull Bay :: Ross :: Centrum-
Skocz do:  
Wymiana

BlackButlerStRussell
Vampire Knight
Wszelkie podobieństwa do miejsc, osób i wydarzeń jest całkowicie przypadkowe.
Administracja nie ponosi odpowiedzialności za obrazy używane przez użytkowników. Jeżeli obrazek jest niedozwolony, administracja go usunie.
Seagull Bay zostało opracowane i okodowane przez Sugę. Uprasza się o niekopiowanie żadnego z elementów forum.